
Czy szczęście to stan stały, czy raczej suma chwil pełnych radości i spokoju? Jak zmienia się nasze postrzeganie szczęścia i dlaczego dzieci, które na początku życia są beztroskie i pełne radości, z czasem zaczynają czuć presję i niepokój? W ramach kampanii „Dziecko się liczy” edukatorka i autorka książek dla dzieci Zuzanna Jastrzębska-Krajewska oraz psycholożka Agnieszka Balla rozmawiają o tym, co odbiera dzieciom radość życia i jak możemy pomóc im ją odzyskać.
Czym właściwie jest szczęście?
– Bardzo często myślimy o szczęściu w kategoriach „jestem szczęśliwy” albo „jestem nieszczęśliwy” – mówi doktor nauk społecznych Zuzanna Jastrzębska-Krajewska. – Ale dla mnie szczęście to suma momentów, kiedy czuję spokój, kiedy jestem wśród życzliwych osób. Nie zawsze tych, które kocham, ale tych, które są przyjazne. To też jest ważne. Kiedy po prostu czuję ogólny dobrostan.
– Właśnie miałam to powiedzieć – wtrąca Agnieszka Balla. – Ten dobrostan jest bardzo pożądany. Taka wewnętrzna wolność, spokój, poczucie błogości.
Niestety, często gonimy za sukcesem, pieniędzmi, uznaniem, za tym, żeby spełnić jakieś kryteria, według których będziemy oceniani. A to wszystko sprawia, że nie zauważamy szczęścia, które już mamy – że nie ma aktualnie wielkich zmartwień, że wszyscy w rodzinie zdrowi, że jest stabilnie.
– Dobrze, że ludzie zaczynają już sobie zdawać sprawę, iż dobry stan psychiczny, aktywność fizyczna, odpoczynek to rzeczy nieocenione we współczesnym świecie – podkreśla psycholog.
Czy wrogiem szczęścia jest dążenie do ideału?
– Mówi się, że szczęśliwi czasu nie liczą – zauważa Agnieszka Balla. – Ale żeby naprawdę być szczęśliwym, trzeba właśnie umieć skupić się na chwili obecnej.
W psychologii poznawczo-behawioralnej mówi się o mindfulness, czyli o uważności. O byciu tu i teraz, aktywnym braniu tego, co jest wokół nas. Dzieci to potrafią. Dorosłym jest o wiele trudniej.
– Dlatego dla mnie jest tak piękne, że możemy podczas tej kampanii dać rodzicom, dzieciom, dziadkom coś tak pięknego, jak uważność na drugiego człowieka. A przy tym też edukację – podsumowuje Agnieszka Balla.
Na ważną przeszkodę w poczuci bycia szczęśliwym zwraca uwagę Zuzanna Jastrzębska-Krajewska:
– Bardzo często spotykam się z tym, że ludzie traktują szczęście jako coś, co wydarzy się w przyszłości – mówi socjolożka. – Jak skończę projekt, to odpocznę. Jak kupię dom, to będę szczęśliwa. Jak nadejdzie nowy rok, to wszystko się zmieni. A potem te rzeczy się dzieją i… okazuje się, że szczęście jednak nie przyszło.
Nie ma człowieka, u którego wszystko jest idealnie. Oczekiwanie na taki stan to wpędzanie siebie – a także swoich dzieci – w emocjonalną pułapkę. Bo pamiętajmy, że dzieci żyją w świecie wykreowanym przez dorosłych.
O podobnym zjawisku niedostrzegania szczęścia opowiada Agnieszka Balla, dzieląc się obserwacją ze swojej psychologicznej praktyki:
– Zazwyczaj gdy proszę młodzież o zapisanie, czym jest szczęście w ich życiu, nie potrafią zacząć. Dopiero jak mówię im: posłuchaj, przecież rodzina, przyjaciele, twoje pasje, to co jest wokół ciebie, to zaczynają przyznawać: no fakt, kurczę, nie pomyślałem o tym i o tym. I zaczynamy rozmawiać o codzienności, o zdrowiu psychicznym i fizycznym, bo ono też jest podstawą dobrostanu – opowiada Balla.
Dlaczego dzieci tracą szczęście?
– Nie ma dziecka, które nie przeżywa trudnych chwil – mówi Zuzanna Jastrzębska-Krajewska. – Dzieci żyją w świecie dorosłych i odczuwają go na swój sposób. Kiedy rodzice się rozstają, dziecko traci poczucie bezpieczeństwa. Kiedy widzi napięcia w domu, czuje, że coś jest nie tak, nawet jeśli nikt mu tego nie mówi.
Agnieszka Balla dodaje, że dzieci często nie potrafią nazwać swoich emocji, ale przeżywają je bardzo intensywnie. A dorośli zazwyczaj modelują dzieciom przekonanie, że szczęście to coś wielkiego i trudnego do osiągnięcia. Oczywiście wyznaczanie celów jest bardzo ważne. Jeśli człowiek ma wyznaczony cel, będzie do niego dążył, to mobilizuje, a osiągnięcie celu jest wspaniałą nagrodą. Pod warunkiem oczywiście, że są to cele realne. Jednak codzienne szczęście daje nam zwykły uśmiech, wspólnie spędzone chwile.
Czy to znaczy, że uśmiech jest wyznacznikiem szczęścia?
– Absolutnie nie – mówi Balla. – Szczęście to nie tylko radość. To także umiejętność radzenia sobie z trudnymi emocjami, akceptacja smutku i gorszych dni.
– Często rodzice nie pozwalają dzieciom na przeżywanie smutku – dodaje Jastrzębska-Krajewska. – Mówią „nie płacz”, „nie bądź smutny”. A przecież smutek to ważna emocja.
Musimy nauczyć dzieci, że można czuć się źle. Że każdy ma do tego prawo, i że to minie. Dlatego nie ma nic złego w tym, że czasem pozwolimy sobie na płacz przy dziecku. Wytłumaczmy mu jednak: teraz płaczę, bo mam powód do płaczu, ale to nie będzie trwało wiecznie. Muszę przeżyć tę emocję, ten stan, w którym jestem. W ten sposób uczymy dziecko empatii.
– Chcę wyraźnie powiedzieć, że rodzic musi pamiętać, iż nie jest partnerem dla swojego dziecka. Jest po prostu rodzicem i powinien patrzeć z punktu rodzica, czyli wspierać, wyznaczać granice. Bo jeśli tego nie robimy, to dziecko będzie czuło niepokój – podkreśla psycholożka.
Szczęście w prostych rzeczach
– Dzieci są najlepszymi nauczycielami szczęścia – zauważa Agnieszka Balla. – Potrafią zatrzymać się przy robaczku na chodniku, przyglądać się kałuży przez kilka minut. Dla nas to drobiazgi, a dla nich cały świat.
– Pamiętam moment, kiedy miałam jechać na ważne szkolenie i mój syn zatrzymał mnie, bo zobaczył robaczka – mówi Jastrzębska-Krajewska. – Patrzyliśmy na niego razem przez dziesięć minut. Do dziś to jedno z moich najpiękniejszych wspomnień.
Edukatorki zgodnie uznają, że ta opowieść to dobry przykład na to, jak ważne jest pamiętanie o tym, że dziecko patrzy na świat z perspektywy innej niż dorośli. Należy tę perspektywę uszanować.
– Nie patrzymy zawsze ze swojego punktu: że ja się spieszę, że ja muszę. Powiedzmy dziecku: okej, dla ciebie to jest ważne, więc ja będę uczestniczyła w tej twojej uważności. Czyli jakby przychylę się, zniżę się do twojego wzrostu, spojrzę ci w oczy i powiem: ja rozumiem twoje emocje, rozumiem, że ty jesteś tym zainteresowana, a ja jestem szczęśliwa, że uczestniczymy w tym razem – tłumaczy psycholożka.
Pułapka materializmu
– Niestety, często wpadamy w pułapkę materializmu – mówi Agnieszka Balla. – W pułapkę gadżetów, prezentów, w pułapkę tego, że skoro idę do pracy i często mam poczucie winy, że mnie przy dziecku nie było, to za zarobione pieniądze kupię to, o czym marzyło, żeby wypełnić brak. Jednak tak naprawdę odsuwamy wtedy dziecko od poczucia szczęścia. Odsuwamy je od tego, żeby dostrzegało, co jest prawdziwym szczęściem człowieka: mogę nie mieć nic, mogę być dzisiaj, tutaj i powiedzieć: jestem szczęśliwa.
– Co więcej, konsumpcjonizm powoduje, że dziecko nie ma radości na przykład z „nicnierobienia” – dodaje Jastrzębska-Krajewska. – A przecież nuda, brak bodźców, pozwalają rozwijać wyobraźnię, zaradność i prawidłowe funkcjonowanie. Kiedyś dzieci tworzyły zabawy z patyków i kamyków. Dziś, gdy dziecko mówi „nudzę się”, od razu podsuwamy mu telefon albo nową zabawkę.
Podsumowanie
Dzieci rodzą się szczęśliwe, ale z czasem uczą się, że muszą spełniać oczekiwania, gonić za wynikami, dostosowywać się do norm. To od dorosłych zależy, czy pozwolą zachować dzieciom umiejętność cieszenia się chwilą i dostrzegania szczęścia w prostych rzeczach.
– Szczęście jest tu i teraz – podsumowuje Zuzanna Jastrzębska-Krajewska. – Nie trzeba na nie czekać. Szczęśliwy jest ten, kto własne szczęście umie znaleźć.
– Wystarczy się zatrzymać i zauważyć to, co już mamy – dodaje Agnieszka Balla. – Dziecko się liczy, a razem z nim jego szczęście.
Dziecko się liczy. Najbardziej muzyczna kampania o emocjach i rozwoju dzieci.